Search
Search Menu

„ŚLUNSK” ZDOBYTY! DAGA WRACA Z NOWĄ ŻYCIÓWKĄ :D

Wyjazd na tereny Śląska Daga opisuje tak:

Kolejny udany start  Mój kochany mąż mimo mojego wymyślania rzeczy w ostatniej chwili służył mi jak zawsze wielką pomocą: zawiózł mnie, nosił wszystkie rzeczy na start, ze startu, itp., podawał żel. Ogólnie po prostu jest niezastąpiony!!! A Bytom tym razem przywitał nas ulewnym deszczem, więc większość rozgrzewki zrobiłam na pasażu Centrum Handlowego Plejada, gdzie było zlokalizowane biuro zawodów i szatnie. Całe to Centrum opanowali biegacze, ale udało mi się znaleźć zaułek przy toaletach, gdzie spokojnie mogłam potruchtać i rozgrzać mięśnie. Jednak odcinek był bardzo krótki, więc i tak musiałam dokręcić troszkę szybciej już w deszczowej aurze. Miałam jednakże szczęście, bo na sam start deszcz zaczął ustawać i w trakcie tylko lekko pokropywało. Trasa Bytomski Półmaraton nie należy do tych łatwych- nie ma nudy, choć biegnie się 2 pętle- jednak cały czas góra/dół!!! Na szczęście Jeleniogórskie trasy przyzwyczajają do takiego biegania i mi biegło się super!!! Plan był pobiec na 1:32, ale zacząć nawet ciut wolniej i zobaczyć jak będzie się biegło. Tak zaczęłam, choć pilnowanie równego tempa okazało się bezsensowne. Już na pierwszym kilometrze były 2 zbiegi i 2 podbiegi, więc tempo zmieniało się jak w kalejdoskopie. Po dwóch km stwierdziłam, że tyle z założeń – trzeba biec na wyczucie, tym bardziej, że na piątym km pojawił się prawie kilometrowy zbieg, a po nawrocie taki sam podbieg. Mimo wszystko udało się po pierwszym 10,5km okrążeniu utrzymać średnie tempo na 1:32 z małą rezerwą 🙂 Jednak sił było sporo, więc po prostu zaczęłam po kilku podbiegach przyspieszać. Uwielbiam biegać dłuższe dystanse, więc gdy inni tracili siły, ja dopiero poczułam zew natury i zaczęłam nieźle przyspieszać. Nie czułam zmęczenia, przybijałam piątki, machałam do zdjęć, co mi się baaardzo rzadko zdarza i wtedy zobaczyłam JĄ… Zielona koszulka na kobiecej sylwetce zaczęła mi majaczyć w oddali, a w mojej głowie pojawiła się myśl, ze JĄ muszę wyprzedzić!!! Jednak ONA biegła dalej całkiem żwawo i mimo iż ja przyspieszyłam, to ta odległość jakoś nie chciała się zmniejszać tak szybko jakbym sobie marzyła. Ta pogoń za niczego niespodziewającą się Zieloną Koszulką trwała ok 4km i na 20 km w końcu udało mi się ją przegonić. Chwilę jeszcze trwała między nami walka, ale wtedy pojawił się podbieg i tu zacisnęłam zęby, ale nie odpuściłam i Dziewczyna w Seledynie została za moimi plecami z nadszarpniętym morale i zmęczonymi nogami. Po podbiegu podniosłam wzrok i zobaczyłam, że przede mną biegnie niezbyt daleko jeszcze jedna kobieta… Do mety zostało już mniej niż pół km, ale biegłam dalej szybko i odległość zaczęła maleć. Wtedy jej partner obejrzał się i zobaczył, że się zbliżam. Ruszyli jeszcze szybciej i choć odległość między nami malała, dystans do nadrobienia różnicy był już za krótki, żeby jeszcze powalczyć o wyższe miejsce. I tak miałam wielką radość, bo plan wykonałam w 150%!!! Nie tylko poniżej 1:32, ale życiówka poprawiona o 2:46, a na metę wpadałam w tak dobrym stanie, że jeszcze przybijałam piątki 🙂 Warto też było powalczyć z rywalką, bo dzięki temu zajęłam jeszcze miejsce na podium. Rozdanie nagród i losowanie w totalnym deszczu i tak zgromadziło ogromną publiczność, bo do rozlosowania były „grube” nagrody w tym auto. Niestety pulę szczęścia już wykorzystałam na biegu i w losowaniu musiałam obejść się smakiem 😉Powrót nieźle nam się wydłużył: nie dość, lało jak oberwanie chmury to A4 pokazała w pełnej krasie na co ją stać, więc my postaliśmy w korku. Ile? Nie wiem. Szczęśliwi czasu nie liczą, ale do domu dotarliśmy z ponad 1.5 godzinnym opóźnieniem…. 😉

wynik 1:30:47 pozwolił mi zająć 6. miejsce w Open K i 3. w K30

Twój komentarz

Pola obowiązkowe *.